Data publikacji:

Recenzja "Powrót fatum" T. Stawiszyńskiego

Recenzja "Powrót fatum" T. Stawiszyńskiego

Są dwa rodzaje ważnych książek. Pierwsze są ważne, bo dużo ludzi je przeczytało i dzięki temu wywarły duży wpływ na rzeczywistość. Druga kategoria to książki, które mówią o bardzo istotnych kwestiach i te niestety zazwyczaj są czytane zbyt mało. Dziś chciałbym przedstawić książkę, którą chciałbym znaleźć w pierwszej, ale obawiam się, że prawdopodobnie trafi do drugiej.

Autorzy
Udostępnij

Są dwa rodzaje ważnych książek. Pierwsze są ważne, bo dużo ludzi je przeczytało i dzięki temu wywarły duży wpływ na rzeczywistość. Druga kategoria to książki, które mówią o bardzo istotnych kwestiach i te niestety zazwyczaj są czytane zbyt mało. Dziś chciałbym przedstawić książkę, którą chciałbym znaleźć w pierwszej, ale obawiam się że prawdopodobnie trafi do drugiej.

Małe dzieci mają to do siebie, że nie odróżniają rzeczywistości od wyobrażeń czy marzeń. Dopiero w trakcie wędrówki przez życie, podczas zderzeń z rzeczywistością, marzenia i wyobrażenia są poddawane weryfikacji. W ten sposób poszerza się nasze zdanie o świecie, powodując, że kolejne marzenia i wyobrażenia są bardziej realistyczne. Z drugiej strony poszerzamy swoją wiedzę o otaczającej nas rzeczywistości ucząc się od innych ludzi. Od rodziców, od nauczycieli, od mentorów czy przewodników duchowych. Ta wiedza buduje opowieści funkcjonujące w społeczeństwach dające ludziom strukturę do przewidywalnego poruszania się po świecie.

Tomasz Stawiszyński w swojej najnowszej książce pt. „Powrót fatum” przygląda się właśnie takim ramom poznawczym. We wstępie opisuje jak znalazł się w poczekalni telewizyjnej z trzema osobami - astrolożką, księdzem i naukowcem. Astrolożka próbowała przekonać księdza, że astrologię da się pogodzić z wiarą. Ksiądz nie wdawał się zbyt mocno w dyskusję, jednak zaznaczał odmienność zdania. Naukowiec z kolei przysłuchiwał się i, w ocenie autora, zdawał się uważać, że to on z całej tej trójki zajmuje się rzeczami poważnymi. Ja chciałbym zwrócić uwagę, na czwartą postać, która była w tej samej poczekalni - filozofa. Trzy przywołane wcześniej postacie nie potrafiły nawet do końca wejść w dialog. Tomasz Stawiszyński z kolei był w stanie złapać te trzy spojrzenia - ezoteryzm, naukę i chrześcijaństwo - i stworzył książkę, która jest opowieścią o nich i o tym jak każde z nich odnajduje się w dzisiejszym świecie.

I tutaj pojawia się pierwszy powód dla którego książka prawdopodobnie trafi w miejsce zbyt mało czytanych - autor nie opowiada się w sposób ostateczny po żadnej ze stron. Co więcej - każda ze stron może mu zarzucić brak zaufania do niej. Chrześcijanie chcieliby żeby pojawiła się informacja opowiadająca się najchętniej po stronie konkretnej denominacji, wszelkiego rodzaju ezoterycy będą mieli za złe odwrócenie się od poszukiwań Stawiszyńskiego, a ludzie ufający w doskonałość i matematyczną bezbłędność nauki będą mieli za złe, że autor nie pokłada takiej samej nadziei jak oni w matematycznych wzorach. Jednak to właśnie filozoficzne spojrzenie będące w stanie wyrwać się z niemal nieskończonej ilości szczegółów i wznieść na poziom całej narracji zdaje się być najlepszym do badania ram poznawczych.

Autor zwraca uwagę, że sytuacja w której się znajdujemy jest trudna. “Proces edukacji - indywidualnej i społecznej - polegał dotąd zawsze, i w teorii nadal polega, na wykształceniu w ludziach poczucia granic, budowaniu w nich świadomości funkcjonowania w złożonym świecie społecznym, wyposażaniu ich w kompetencje pomagające odróżnić rzeczywistość od nierzeczywistości.” Chwilę dalej zadaje bardzo ciekawe pytanie - “Czy tego rodzaju edukacja jest w ogóle możliwa w świecie, w którym otaczają nas awatary, my zaś nie jesteśmy w żadnym sensie zdolni do odróżniania, co jest wirtualną tożsamością żywego człowieka, a co wyłącznie przemyślanie skonstruowaną i wciąż doskonalącą umiejętność mimikry imitacją?”

Bardzo ciekawa jest konkluzja autora. Zauważa, że gdzieś na początku lat dwutysięcznych nowi ateiści przypuścili atak na religię z nadzieją, że w jej miejsce wejdzie rozum i nauka. Zamiast tego mieliśmy możliwość zaobserwowania coraz więcej myślenia ezoterycznego czy wręcz spiskowego. Gdzie w takim razie szukać nadziei? “W powyższym kontekście chrześcijaństwo jawi się jako najbardziej kompletna, najbardziej rozbudowana spośród dostępnych dzisiaj odpowiedź na nieodłączny tragizm ludzkiego życia, rozgrywającego się w świecie coraz bardziej dla nas niezrozumiałym i niepewnym.” To bardzo ciekawe spojrzenie. Mam wrażenie, że jest na tyle nieoczywiste, że duża część chrześcijan ma problem z dostrzeżeniem chrześcijaństwa w takim świetle. A szkoda, bo może gdybyśmy my potrafili w ten sposób patrzeć, a nie na siłę starali się zmienić chrześcijaństwo tak żeby stało się atrakcyjne dla świata, to świat nie byłby tak nieprzyjaznym miejscem.

Chciałbym przytoczyć cytat mojego ulubionego filozofa chrześcijańskiego - Francisa Schaeffera - który wydaje mi się doskonale opisuje tą książkę. “Jest rzeczą możliwą, aby wziąć system, którego naucza Biblia, umieścić go na targowisku ludzkich idei i pozwolić mu tam stać i mówić samemu za siebie.” Do Tomasza Stawiszyńskiego przemówił, choć jak sam w wywiadach przyznaje - nie bez problemu ze względu na wszystkie nasze chrześcijańskie spory. Dla mnie jedna z lepszych książek jakie w ostatnim czasie udało mi się przeczytać. Słyszałem głosy, że może być trochę trudna w odbiorze. Wydaje mi się, że ze względu na szerokość poruszanych tematów. Ja - filozof amator - musiałem zmuszać siebie do powolnego czytania, żebym mógł się nią chwilę dłużej cieszyć. Piszę też już kilka dobrych tygodni po przeczytaniu, bo zgadzam się z innymi opiniami, że treść tej książki dociera z jakimś opóźnieniem. Jedynym małym zastrzeżeniem które mam, to okładka. Przez to, że nie jest w żaden sposób lakierowana, bardzo trudno nie pozostawić na niej śladów. Ale z drugiej strony - szybko widać, że książka była czytana 😊

Udostępnij