- Data publikacji:
Słowa w Białym Domu

Wielokrotnie pisałem w tym miejscu o tym jak ważne są słowa. To czym krótko chciałbym się podzielić nie jest kwestią wyczytaną z książek. Nauczyłem się tego przede wszystkim rozmawiając. Jako że jestem osobą na spektrum autyzmu bardzo często istnieje przepaść między tym co chciałem powiedzieć, a tym co usłyszał mój odbiorca.
- Autorzy
-
-
- Imię
- Kacper Tymiński
- @nadwazkosc.blog
-
Wielokrotnie pisałem w tym miejscu o tym jak ważne są słowa. To czym krótko chciałbym się podzielić nie jest kwestią wyczytaną z książek. Nauczyłem się tego przede wszystkim rozmawiając. Jako że jestem osobą na spektrum autyzmu bardzo często istnieje przepaść między tym co chciałem powiedzieć, a tym co usłyszał mój odbiorca. Całkiem sporo wysiłku musiałem włożyć, żeby zrozumieć jak działają emocje w rozmowach i żeby odnaleźć sposób mówienia, który pomoże znaleźć porozumienie pomimo buzujących emocji.
Nadal nie milkną echa rozmowy, czy może raczej kłótni, między prezydentami Ukrainy i USA. Chciałbym skupić się w sumie tylko na jednym wątku który mam wrażenie nie został zrozumiany czy zauważony. To jak bardzo jest niezrozumiany pokazuje, że TVNy, CNNy i cała masa innych komentatorów liczą ile to razy prezydent Ukrainy dziękował Amerykanom. Problem polega na tym, że moim zdaniem takie licytacje tylko nakręcają emocje zamiast pomagać w dogadywaniu się.
Znając kontekst emocjonalny dużej części polskiego społeczeństwa muszę się wytłumaczyć. To co dalej napiszę może zostać odebrane jako bronienie postawy Amerykanów. Zdecydowanie jej nie bronię, ale wydaje mi się, że ją rozumiem. Duża część z nas działa i myśli jeszcze katogoriami globalnego świata. Dlatego też patrzymy na decyzje polityczne jak na decyzje morlane. Uważam, że moralnie dobrym jest potępienie zachowania prezydenta Rosji. Spotkanie w Gabinecie Owalnym było jedak spotkaniem politycznym a nie spotkaniem moralistów. A w polityce nie ma arbitra, czy też sędziego uznawanego przez wszystkie strony, datego też system polityczny jest systemem anarchicznym w którym decyduje niestety siła.
Kolejną kwestią jest szeroko dyskutowany ubiór. Niezależnie od mojego osobistego zdania na temat tego czy prezydent Zełenski powinien ubrać garnitur, czy też dobrym była jego własna tradycja występowania w stroju przypominającym ubiór wojskowy, uważam że pytanie dziennikarza było złośliwością, która nie powinna się wydarzyć. Dyskusja ta też nie powinna odbywać się jako osądzanie samego prezydenta, a powinniśmy raczej porozmawiać na temat tego czy chcemy świata bez żadnych norm społecznych, czy jednak pewne normy chcielibyśmy podtrzymać, jak na przykład to, że do teatru ubieramy się inaczej niż na boisko, czy też jeśli idziemy na randkę to chcemy pokazać drugiej stronie zaangażowanie i to jak nam na niej zależy przez dbanie o swój wygląd.
I na koniec uwag wstępnych chciałbym jeszcze napisać, że o ile dobrze się orientuję, wiceprezydent Vance nie powinien odzywać się na całym spotkaniu. Z tego co rozumiem w spotkaniu prezydentów poza nimi dwoma tylko dziennikarze mogli zadawać pytania. Sama sytuacja w której wiceprezydent włączył się do dyskusji spowodowała tylko eskalację, bo przecież nikt nie lubi znajdować się w sytuacji dwóch na jednego. Po tych uwagach mam nadzieję, że mogę przejść do głównej myśli. Jest taki żart. Żona pyta męża „Dlaczego nie mówisz mi, że mnie kochasz?” na co on odpowiada „Już raz to powiedziałem, jak coś się zmieni dam Ci znać.” Wspomniane we wstępie wyliczenia ile razy prezydent Zełenski dziękował przypominają mi właśnie postawę tego męża. Podobno 33 razy. Tyle, że jeśli dobrze rozumiem stronę Amerykańską, wcale nie chodziło o formalność a o całą postawę. Ukraińska obrona po części polega na wsparciu od wujka Sama. Trwają dyskusję na ile i niestety przez tą kłótnię wygląda na to, że będziemy świadkami przykrego praktycznego testu, bo na poziomie dyplomacji się nie udało.
Po tym jak awantura w internecie na dobre się rozpoczęła przesłuchałem całego spotkania. Tym co zwróciło moją uwagę była pierwsza wymiana zdań. Wiadomo, że obaj prezydenci niekoniecznie darzą się sympatią. W takich sytuacjach łatwo o trudne emocje. Przejście do bardziej formalnej rozmowy może być dobrym pomysłem, żeby bardziej skupić się na treści spotkania i nie przejść do okazywania swoich negatywnych emocji. I wydaje mi się, że prezydent Trump właśnie to próbował zrobić. Przywitał prezydenta Zełenskiego z wszelkimi honorami, wyszedł przywitać go na zewnątrz, a spotkanie zaczął od zauważenia po drugiej stronie pozytywów. Pochwalił bohaterską postawę Ukraińskich żołnierzy. I tutaj była przestrzeń do odpowiedzenia podobnymi podziękowaniami za dotychczasowe wsparcie. To się jednak nie wydarzyło. Zamiast tego było dzielenie się swoim nieszczęściem. I wydaje mi się, że to właśnie próbował podkreślić wiceprezydent Vance zwracając uwagę, że nie było podziękowania. Oczywiście przypisuje się tym słowom znaczenie, że nie było od początku wojny żadnych podziękowań. Stąd te wspomniane wyliczenia 33 razy kiedy „dziękuję” padło. Tyle, że w tej pierwszej wymianie uprzejmości nie padło. Wiele razy podczas kłótni sam namierzyłem takie nieporozumienie. A wynika ono z tego, że słowa wypowiedziane w czasie teraźniejszym można odebrać jako oceniające całą rzeczywistość, ale można je też przypisać do oceny obecnej sytuacji. Mam wrażenie, że na tym właśnie polega nieporozumienie szeroko pojętego komentariatu.
Jeśli zempatyzuję się z prezydentem Ukrainy zdecydowanie go rozumiem. Ostatnie lata nie mogły być dla niego łatwe. Zdecydowanie nie zazdroszczę mu sytuacji w której się znalazł. Jednak nikt nie twierdził, że rola przywódcy jest łatwą rolą. Jezus pokazał jak w warunkach ziemskich wygląda rola lidera - poniósł na krzyżu najwyższy koszt. Czy to było sprawiedliwe? Absolutnie nie! Ale było dobre. Jeśli mierzyłbym standardami moralnymi myślę, że też bym się oburzył całym zajściem. Tyle, że prezydent Stanów nie jest prezydentem świata i też musi myśleć o interesie obywateli za których jest odpowiedzialny. I możemy dyskutować, czy jego decyzje są racjonalne, ale on ma mandat społeczny do przeprowadzenia tych zmian. Na arenie międzynarodowej z kolei próbował wcielić się w rolę rozjemcy i w tym przypadku potrzebna była dyplomacja studząca emocje. Tylko na ten aspekt patrząc uważam, że nie ma co aż tak się oburzać, bo zdecydowanie jest co poprawiać. Po obu stronach, bo w końcu nie ma ludzi doskonałych. Chyba, że celem przyjazdu prezydenta Zełenskiego było pokazanie całemu światu, że Stany nie są w stanie w takim samym stopniu być dawcą bezpieczeństwa jak po II Wojnie Światowej. Jeśli tak było, faktycznie mozna nazwać go bohaterem. Tylko nasze oburzenie w takiej sytuacji jest zupełnie bez sensu, bo trudno się spodziewać, że ktoś kto chce uchodzić za silniejszego reaguje bardzo negatywnie jeśli udowodni się mu, że silniejszym nie jest.