- Data publikacji:
prof. Marcin Majewski w didaskaliach

Kilka słów przemyśleń po obejrzeniu wywiadu w programie "Didaskalia" z prof. Marcinem Majewskim
- Autorzy
-
-
- Imię
- Kacper Tymiński
- @nadwazkosc.blog
-
„Nie wszystkie listy Pawła są Pawła, Ewangelia Jana niekoniecznie jest Jana, Ewangelia Mateusza niekoniecznie jest tego właśnie ewangelisty.” Takim dość dziwnym wstępem wita się z nami prof. Marcin Majewski w najnowszym odcinku Youtube’owego programu „Didaskalia”. I chociaż ta przebitka ma zareklamować nam odcinek kontrowersją, to i faktyczna rozmowa właśnie od kwestii autorstwa ksiąg biblijnych się rozpoczyna. Przy wygłaszaniu tego stwierdzenia wystąpił pewien podział, który będzie się ciągnąć do końca wywiadu.
W popularnym postrzeganiu świat naukowy można by obrazowo porównać do wytwórni prawdy. Jak coś jest naukowe - jest prawdziwe, jeśli nie jest naukowe - nie jest prawdziwe. Świat w oczach nowoczesnych ludzi ufających nauce podzielony jest na dwie części. Pierwsza część to ludzie mądrzy, wiedzący że to co nauka pokazała jest prawdą. Druga część to ignoranci wierzący w teorie spiskowe i bajki. Jest to jednak postrzeganie świata granicznie uproszczone. Nauka tak nie działa. Nauka ciągle się zmienia i to co potocznie określamy jako wiedzę naukową jest bieżącym konsensusem. Można by też inaczej powiedzieć, że jest to najbardziej wiarygodny dla większości naukowców obraz świata i praw nim rządzących. Czy to oznacza, że jest prawdą? Niekoniecznie. Nie jeden raz w historii nauki zdarzało się, że pewne stwierdzenia były zastępowane przez nowe, lepiej opisujące rzeczywistość.
Chociaż wiem, że nie do końca o tych samych czasach mówimy, to jednak chciałbym przytoczyć Polski akcent człowieka, który wstrzymał słońce i ruszył ziemię. Zanim Kopernik opisał w słynnym dziele „O obrocie sfer niebieskich” koncepcję, że to Słońce jest centrum wokół którego obraca się nasza planeta, uważano powszechnie, że ziemia jest takim centrum. W odniesieniu do niej próbowano przedstawić model poruszania się ciał niebieskich i trzeba przyznać, że były to bardzo skomplikowane ruchy. Teoria Kopernika nie była ani pierwsza, ani dokładna, jednak pozwoliła znacząco uprościć dotychczasowe skomplikowane ruchy które teraz dawały się sprowadzić do okręgów. Później wprowadzono poprawkę, że są to jednak ruchy eliptyczne. W przykładzie tym mam nadzieję, że widać, że niezależnie od koncepcji naukowej opisującej ruch planet, te podążały według jakichś reguł nie przejmując się tym czy opisujemy je dobrze czy nie. Sama nauka z kolei jest formą opowieści - bardziej lub mniej wiarygodnej. A na tą opowieść wpływa nie tylko to jak rzeczywistość obiektywna reprezentowana przez ciała niebieskie wygląda, ale również wpływają warunki polityczne czy możliwości poznawcze często zależne od dostępnych dla nas narzędzi.
Jako ludzie staramy się działać w większości tak aby nasze działania były przewidywalne. Potrzebujemy do tego jakiejś opowieści, czy też systemu który pomoże nam poruszać się w przewidywalny sposób po świecie. Nauka dla zachodniej cywilizacji zdecydowanie jest jedną z takich najważniejszych wielkich opowieści które dają nam na to nadzieję. Doskonałym przykładem tego zjawiska może być czas zarazy. Używam tego słowa a nie nazwy choroby w celu uniknięcia cenzury a nie aby wyrazić jakiekolwiek negatywne nastawienie. Kiedy pojawiła się wizja tego, że medycyna może nam pomóc, wszyscy niemal wstrzymali oddech wyczekując z niecierpliwością ratunku. Z kolei ludzie sceptycznie wypowiadający się byli ubierani w foliowe czapki i przyklejana była im łata wierzących w spiski. Parę lat pokazało, że jednak duża część wątpliwości była słuszna. Tylko kto to teraz obserwuje albo pamięta? W świadomości większości nauka nas uratowała.
Celowo ubrałem wątek naukowy w perspektywę narracji, ponieważ w przypadku patrzenia na Biblię właśnie z taką wojną narracji mamy do czynienia. Wiara dotyka tajemnicy, cudu czy objawienia. Te elementy są bardzo ważnym budulcem religijnej opowieści o świecie. Opowieść religijna za pomocą symboli stara się opisać to co pod powierzchnią. Z drugiej strony mamy metodę naukową, która w tym jak jest sformułowana wyklucza istnienie cudu. Jednym z elementów metody naukowej jest to, że aby stwierdzenie mogło być uznane za naukowe, musi być możliwe potwierdzenia go. I o ile w kwestiach nauk ścisłych ta metodologia bardzo dobrze się sprawdza, to o tyle w naukach humanistycznych nie jest to już takie proste. Zgrzyt od którego zacząłem dotyczy właśnie tej kwestii - prof. Majewski nauki humanistyczne jakimi się zajmuje traktuje tak samo, jak nauki ścisłe co w moim odczuciu jest dużym błędem.
To poczucie lepszości człowieka współczesnego od człowieka starożytnego idzie dalej. „Ostatnie lata badań, dekady badań, to jest rewolucja jeżeli chodzi o nasze postrzeganie Biblii, nasze postrzeganie tekstu biblijnego. […] Jeśli tekst jest stary to może być wiarygodny. Jeśli umiejscowimy go w nowszej perspektywie, to od razu zmienia się jego wiarygodność i staje się raczej legendą a nie wiarygodnym źródłem informacji.” W tym wypowiedzianym również dość blisko początku stwierdzeniu pojawia się wątek który bolał mnie przez cały wywiad. W bardzo wielu miejscach pojawia się podważanie autorytetu Pisma Świętego. W dalszej części wywiadu mamy porównania tekstów apokryficznych do ksiąg natchnionych. Wybór kanonu sprowadzany jest do subiektywnego wyboru dokonanego przez wspólnoty religijne.
Podczas dyskusji na temat wyboru ksiąg natchnionych obok biblisty pojawia się drugi Marcin Majewski - teolog. Niestety nie przedstawia nam przejścia między światem nauki a światem wiary. Wyłania się jednak pewien niebezpieczny obraz patrzenia na świat bardzo fajnie narysowany przez F. Schaeffera w książce „Ucieczka od rozumu”. Jeśli ktoś jest ciekaw szczegółów zdecydowanie polecam przeczytać tą pozycję, ale w skrócie Schaeffer pokazuje jak doszło do podziału na „górne piętro” i „dolne piętro”, gdzie pomiędzy nimi nie ma mostu a jest „pozioma, żelbetonowa ściana, gruba na kilka tysięcy metrów, uzbrojona ponadto w druty kolczaste z prądem wysokiego napięcia”. „Nowoczesny człowiek nadal mocno się trzyma swego racjonalizmu i swojego autonomicznego buntu, chociaż czyniąc to, musi zrezygnować z jakiejkolwiek nadziei, aby przy pomocy rozumu osiągnąć obejmującą całość odpowiedź na wszystkie zagadnienia.”
W konsekwencji docieramy do bardzo dziwnego miejsca w którym Schaeffer pisze następujące słowa: „Uczęszczałem do „liberalnego” kościoła prze wiele lat i doszedłem na podstawie tego, co tam słyszałem, do wniosku, że jedyną odpowiedzią był agnostycyzm lub ateizm. Nie przypuszczam, abym kiedykolwiek w życiu zrobił bardziej logiczną decyzję, aniżeli tę właśnie, jaką powziąłem na podstawie liberalnej teologii.” Takie niebezpieczeństwo dostrzegam w tym wywiadzie. I dokładnie echa takiego myślenia słychać w wypowiedziach prof. Majewskiego. Ewangelia Tomasza wprowadza wątek możliwe, że nie znanych wypowiedzi Jezusa. Sporą część rozmowy zajmują wątpliwości na temat tożsamości Jezusa - możemy usłyszeć, że „chrześcijanie za szybko przechodzą od stwierdzenia syn boży to tego, że Jezus był Bogiem”. Pada bardzo dziwne i niestety nie rozwinięte dalej stwierdzenie o tym, że „Jezus może się mylić”. Dowiadujemy się, że Jezus był niewyedukowany - był najprawdopodobniej samoukiem. Podobno Jezus był najbliżej poglądom faryzeuszy - „faryzeusz można by powiedzieć”. Podważona jest wiarygodność wskrzeszenia Łazarza na podstawie tego, że ten opis znajduje się tylko w Ewangelii Jana - najpóźniej napisanej ewangelii. Wyciągane są słowa o niewiedzy Jezusa na temat czasów końca świata.
Nad tym wątkiem chciałbym się na sekundę zatrzymać. Prof. Majewski opowiada całkiem słusznie z resztą o tym, że w Biblii występują różne gatunki literackie, że księgi te powstały w określonym kontekście. Mówi też, że trzeba ten kontekst znać żeby dobrze przetłumaczyć. Kiedy jednak wspomina stwierdzenie Jezusa o tym, że nie wie kiedy świat się skończy używa go jako przykład braków w wiedzy Jezusa. Tymczasem warto w tym miejscu przyjrzeć się jak wyglądały w tamtych czasach śluby. To ojciec pana młodego organizował wesele. Kiedy wszystko było już gotowe ojciec wzywał pana młodego, który zostawał wysłany po pannę młodą. Ona z kolei nie znała dnia ani godziny. Biorąc pod uwagę ten kontekst, oraz bliski kontekst przypowieści o dziesięciu pannach, która wzywa do czujności należałoby wziąć pod uwagę że Jezus posługując się przykładem tamtejszych zwyczajów zachęca do bycia gotowym w każdej chwili, tak jak panna młoda musiała być czujna bo nie wiedziała kiedy przyjdzie jej przyszły mąż. Myślę, że za takim odczytaniem świadczyłby fakt, że symbolika zaślubin pojawia się w Biblii w kontekście czasów ostatnich a już zdecydowanie nie można powiedzieć, że z całą pewnością ten fragment oznacza, że Jezus nie wiedział.
Pojawiają się też wątki dyskusji międzywyznaniowych - interpretacji dziesięciu przykazań i wynikającej z tym niespójności między protestanckim podejściem a katolickim. Tyle, że brak jakichkolwiek racjonalnych argumentów, a dyskusja na ten temat zdaje się rozpływać bez żadnych wniosków. Tak jak by teolog Marcin Majewski niekoniecznie chciał na ten temat rozmawiać, czy wręcz jak by nie widział sensu w takiej rozmowie. Już chwilę wcześniej widać to było w przedstawianiu Jezusa, ale tutaj stało się to jeszcze bardziej wyraźne. Wracając do Jezusa Schaeffer zauważa, że ludzie nowocześni „używają tego słowa [Jezus, przypis K.T.], gdyż jest zakorzenione w pamięci naszej rasy (ludzkiej). Jest to humanizm, posługujący się jakimś religijnym sztandarem, któremu na imię Jezus, a imieniu temu mogą nadawać dowolne znaczenie.” Tożsamość Jezusa jest kluczowa.
Właśnie czytam najnowszą biografię C.S. Lewisa napisaną przez A. McGratha. Lewis znany chociażby z wykreowania całego świata Narni był też jednym z najwybitniejszych apologetów chrześcijaństwa. I chociaż wychował się w chrześcijańskiej rodzinie, to podobnie jak Schaeffer porzucił swoją wiarę i został ateistą. Miał jednak jeden wielki problem - nie był w stanie połączyć świata racjonalnego ze światem wyobraźni. Ponieważ zajmował się literaturą angielską, fascynowała go złożoność postaci. W mitach dostrzegał cząstki prawdy. Pod wpływem badań literatury zaczął zmieniać stopniowo swoje spojrzenie z ateistycznego i przyjął teizm. Nadal stał jednak przed dylematem o to która mitologia czy też religia ma rację. Ostatecznie to w dużej mierze inny wielki pisarz J.R.R.Tolkien, twórca niesamowitego świata elfów, krasnoludów i hobbitów, pokazał Lewisowi, że chrześcijaństwo różni się od innych religii tym, że jest „prawdziwym mitem”. Bóg przychodząc w postaci Jezusa na ziemię połączył te dwa światy - świat wyobraźni i świat racjonalnego myślenia. Nie musimy ich tak mocno przeciwstawiać sobie jak to zostało zrobione w wywiadzie.
Podsumowując chciałbym zacząć od podkreślenia, że nie chcę oceniać prof. Marcina Majewskiego ani na poziomie wiedzy, ani tym bardziej jego serca. Możliwe, że szczerze wierzy, ale nie potrafi lepiej przedstawić swojej wiedzy. Często to co umiemy ubrać w słowa jest znacznie mniejsze od tego co wiemy. Napisałem te wszystkie krytyczne uwagi ze względu na to, że temat dotyczy bardzo delikatnego tematu czyli naszego życia wiecznego. Jak ująłem to przytaczając świadectwo nawrócenia C.S. Lewisa, chrześcijaństwo może połączyć świat racjonalny i świat wyobraźni. Schaeffer w przytaczanej już wcześniej książce pisze, że po tym jak stał się agnostykiem sięgnął po Biblię w ramach rzetelności naukowej. Tak jak C.S. Lewis znalazł we wcieleniu się Jezusa „prawdziwy mit”, tak F. Schaeffer odkrył, że Biblia „nie rozprawia się […] z problemami tak, jak jakaś broń przeciwlotnicza - zestrzeliwując je jeden za drugim, ale że czyniła ona coś daleko bardziej fascynującego, a mianowicie odpowiadała na problemy w taki sposób, że ja, jakkolwiek byłem i jestem istotą ograniczoną, mogłem niejako stać, trzymając w ręku koniec liny, która łączyła wszystkie te problemy w jeden system, w ramach tego, co Biblia określa jako prawdę. […] Jest rzeczą możliwą, aby wziąć system, którego naucza Biblia, umieścić go na targowisku ludzkich idei i pozwolić mu tam stać i mówić samemu za siebie.”