Data publikacji:

Recenzja "Kiedy wiara oddala od Boga" A. Molenda, K. Hawryszków

Recenzja "Kiedy wiara oddala od Boga" A. Molenda, K. Hawryszków

Książka, która bardzo mi pomogła w odróżnieniu wiary od religijności.

Autorzy
Udostępnij

To był 2021 rok, maj. Wracaliśmy z kościoła i rozmawialiśmy na temat psychoterpaii. Sformułowałem wtedy pytanie na które chciałbym od dobrego chrześcijańskiego terapeuty uzyskać odpowiedź. W listopadzie 2022 roku w przypływie desperacji napisałem to pytanie tutaj, na Wyjątku: „Jak zachować wysokie standardy moralne oparte na wierze, jeśli dokonywało się aktów autoagresji ze względu na wiarę?” Nie spodziewałem się żadnej odpowiedzi, a jednak ją dostałem. I chociaż w tej odpowiedzi było wiele fajnych wskazówek, to wewnętrzne sedno mojego problemu nie zostało wtedy rozwiązane.

Jakiś czas temu trafiłem na film (chyba na kanale Sekielskich) o nerwicy eklezjogennej. Nazwa tej przypadłości pasowała do mojego pytania. Chciałem temat pogłębić i okazało się, że jest w Polsce człowiek, który zajmuje się tą kwestią od wielu lat. W 2005 roku wydał książkę na podstawie przeprowadzonych przez siebie badań pt. „Rola obrazu Boga w nerwicy eklezjogennej”. Niestety ta pozycja jest bardzo słabo dostępna. Udało mi się jednak znaleźć, że jest jeszcze jedna książka autorstwa tej samej osoby i dotykająca tego tematu. Tą już udało mi się kupić, a nosi ona tytuł „Kiedy wiara oddala od Boga” i podtytuł „Rozmowy o niedojrzałej religijności”.

Książka jest zapisem rozmowy między dr Kamą Hawryszków a dr Andrzejem Molendą, który stoi za wspomnianymi badaniami nad nerwicą eklezjogenną. Nie jestem wielkim fanem książkowych rozmów, tą jednak zdecydowanie zaliczyłbym do dobrych. Forma zdecydowanie nie utrudniała mi zrozumienia treści. Jak sugeruje tytuł pierwszej pozycji opisującej badania doktora, znajdziemy dużo rozważań o obrazie Boga. I zdecydowanie nie są to uproszczone przemyślenia a temat analizowany jest dość szeroko. Kolejnym ciekawym wątkiem poruszonym pod koniec książki jest temat uczniostwa, nie tylko rozumianego indywidualnie jako proces prywatnego pogłębiania wiary, ale też na poziomie wprowadzania ludzi w chrześcijaństwo.

Wracając do osobistego wątku, uważna osoba zauważy problem w sformułowanym przeze mnie i przytoczonym na początku pytaniu. Pojawia się bowiem w nim tylko pojęcie „wiara” a nie ma pojęcia „religijność”. Nie bez przyczyny. Wyrosłem bowiem w środowisku powtarzającym bardzo uproszczone stwierdzenie, że „wiara to nie religia”. Teraz jestem w stanie zrozumieć (w dużej mierze dzięki tej książce), że przytoczone hasło próbuje zwrócić uwagę na to, że sednem religii powinna być osobista relacja z Bogiem czyli wiara. Niestety jako osoba od czwartego roku życia wychowana w progresywnej tradycji protestanckiej nie miałem okazji usłyszeć o pozytywnych aspektach religii i religijności. Z tego powodu sama religijność jawiła mi się mocno negatywnie. Bardzo fajne zdanie którym chciałbym zamknąć ten wątek przeczytałem ostatnio w książce Tomáša Halíka: „To ciekawe, że niemal takie samo pojmowanie religii, czyli prymitywne wyobrażenia o Bogu i wierze, wpółdzielą fundamentalizm i wulgarny ateizm.”

Czym konkretnie jest opisywana nerwica eklezjogenna? Pozwólmy wyjaśnić autorowi: „Najprościej rzecz ujmując, nerwica eklezjogenna to nerwica, w której ukryty nieświadomy wewnętrzny konflikt nerwicowy nakłada się na konflikt religijny, co powoduje, że trudno to zauważyć. Obraz Boga, relacji z Nim, jest często obrazem przetworzonym przez mechanizmy obronne człowieka związane z relacjami z rodzicem czy też rodzicami, opiekunami lub innymi znaczącymi osobami w naszym życiu.” W moim przypadku, co odkryłem już kilka lat wcześniej, wiązało się to jeszcze z pracoholizmem. Były momenty kiedy pracowałem w kościele ponad 80 godzin tygodniowo. I ten przypadek też został zauważony przez autora: „Wiele osób jest posłusznych Bogu w nadziei, że spełni On ich pragnienia i marzenia związane z doświadczaniem braków, psychologicznych deficytów. Popadają przy tym w religijny pracoholizm, co przy predyspozycjach nerwicowych może prowadzić do rozwinięcia się u nich nerwic eklezjogennych.”

O ile sam pracoholizm udało mi się namierzyć wcześniej, to nerwicy niekoniecznie. Już samo nazwanie problemu było dość mocno pomocne. Teraz, kilka miesięcy po lekturze zastanawiałem się co z niej pamiętam i doszedłem do wniosku, że przede wszystkim wprowadziła ona do mojego myślenia pojęcie religijności. Idąc dalej, sama religijność może być pozytywna lub negatywna. Autor definiuje je jako dojrzałą i niedojrzałą. I nie dziwne, że to akurat zapamiętałem. Ponad połowa treści książki znajduje się w rozdziale pt. „(Nie)wierzący. O dojrzałej i niedojrzałej religijności.” W moim przypadku udało sie przekazać to rozróżnienie i wzbogacić moje postrzeganie świata. Co więcej, przekłada się ono również na praktyczne życie ponieważ jak możemy przeczytać: „Generalnie niedojrzała religijność sprzyja nerwicy, a dojrzała zdrowieniu.”

Książke polecam zarówno jeśli ktoś jak ja poszukuje odpowiedzi na głęboko skrywane i trudne pytania, jak i w celu spojrzenia na pozornie sprzeczne stwierdzenie, że wiara może oddalać od Boga. Moim zdaniem warto ją przeczytać, ale jak opisałem to wyżej - moja opinia zdecydowanie do obiektywnych nie należy 🙂

Udostępnij