- Data publikacji:
F*szyzm

„Narazie jedyne co można zrobić, to używać tego słowa z pewną dozą rozwagi i nie degradować go, jak to zwykle bywa, do poziomu przekleństwa.” G. Orwell
- Autorzy
-
-
- Imię
- Kacper Tymiński
- @nadwazkosc.blog
-
Ten wpis powstał w wyniku wysłuchania pewnej ewangelicznej konferencji. Padło na niej tytułowe słowo w odniesieniu do ludzi o podobnym spojrzeniu na świat do mojego. I to nie jest tak, że pierwszy raz w życiu spotkałem się z używaniem słowa “faszysta” jako obelgi. Kiedy jednak słowo pada z ust kogoś kto stoi na świeczniku, kto powinien być autorytetem, to zacząłem bardzo poważnie się zastanawiać czy aby przypadkiem to z moimi zdolnościami poznawczymi nie jest coś nie tak. I to nie chodzi o żalenie się nad sobą, ale uważam, że taka opcja powinna być domyślna, bo uczciwym jest zastanawiać się nad tym co głoszą autorytety - inaczej łatwo wpaść w teorie spiskowe.
Do niedawna nie wiedziałem, że moje przemyślenia już ktoś ubrał w słowa. I to nie byle kto, bo George Orwell znany raczej z dystopii „Rok 1984” czy „Folwarku zwierzęcego”, w 1944 roku napisał esej dotyczący dokładnie słowa “faszysta”. (1) W podsumowaniu możemy przeczytać „Okazuje się zatem, że użyte w ten sposób słowo faszyzm jest prawie całkowicie bez znaczenia.” To nie jest tak, że słowo nie ma żadnego znaczenia, bo oczywistym jest, że kierowane jest raczej tylko w jedną stronę sceny politycznej. „[…] nawet ludzie którzy lekkomyślnie rzucają słowem “faszysta” we wszystkich kierunkach, przypisują mu przecież znaczenie emocjonalne. Przez “faszyzm” rozumieją z grubsza coś okrutnego, pozbawionego skrupułów, aroganckiego, cenzorskiego, anty-liberalnego i wrogiego ruchom robotniczym.”
„Ale przecież Faszyzm to także system polityczny i gospodarczy. Dlaczego zatem nie możemy mieć jasnej i ogólnie przyjętej definicji tego pojęcia? Niestety, nie dostaniemy jej - w każdym razie jeszcze nie teraz.” Kiedy kolega wspomniał o tym eseju pomógł mi poradzić sobie z wielomiesięcznymi rozważaniami. Wcześniej rozumiałem, że czasem ktoś może użyć tego słowa obraźliwie, ale generalnie raczej interpretowałem je właśnie w kwestii ustroju politycznego. Kiedy jednak pojawiło się w ustach przewodników duchowych w sposób bezpośredni mój sposób myślenia został zaatakowany. To nie była krytyka, bo ta znajduje miejsce na wspólną rozmowę. Była jasna ocena mojej moralności. Esej Orwella nie rozwiązał wszystkiego, ale przez to, że nazwał problem, pozwolił mi spojrzeć na to, że ktoś z większym doświadczeniem niż moje w słowach próbował to zmienić i się nie udało. W walce serca i rozumu, czy też emocji i logiki, dość łatwo jest wygrać emocjom. Te dużo bardziej pobudząją nas niż często żmudne wywody logiczne. Tym razem ponad 80 lat nie wystarczyło do rozwiązania problemu braku definicji i słowo “faszysta” wróciło, mam wrażenie, dokładnie w takim samym znaczeniu jak w swoich obserwacjach odnotował Orwell.
Wspomniałem już o mojej reakcji na tą obelgę. Mam jednak świadomość, że moje przywiązanie do dokładnych definicji słów jest zdecydowanie mniejszościowe. Dlatego też chciałbym przez chwilę podzielić się na temat innej reakcji którą takie wyolbrzymienie powoduje, bo przecież termin “faszysta” jest w dużym uproszczeniu bardzo dużym wyolbrzymieniem słowa “konserwatysta”. Konstanty Pilawa z Klubu Jagiellońskiego napisał bardzo fajny tekst „Kim są wyborcy Grzegorza Brauna? To bardziej skomplikowane, niż myślisz”. (2) Polecam cały tekst, ale chciałbym przytoczyć obserwację dynamiki między stroną liberalną a konserwatywną z którą w dużej mierze się zgadzam. „Jednak obrażanie jego wyborców i powszechne wzmożenie moralne po uśmiechniętej stronie pokazują, że liberalny salon nie jest zdolny do jakiejkolwiek głębszej refleksji na temat fenomenu tego polityka. Jedyne co potrafią, to sprowadzać go do potwora, którym warto straszyć nie tylko dzieci, ale i swój elektorat.” (2)
Wysoki wynik Grzegorza Brauna w I turze był niewątpliwie zaskoczeniem. Takie zaskoczenie, zwłaszcza jeśli oceniamy je negatywnie, wymaga jakiejś reakcji. Można na przykład zmierzyć się z nią i spróbować spojrzeć na to jak działa świat z nowymi danymi i czegoś o tym świecie się dowiedzieć. A można też wyolbrzymić przewinienia rozmówcy i na tej podstawie stwierdzić, że nie będzie się tracić czasu na rozmowę z radykalistą. Niestety właśnie w tym właśnie celu używa się słowa “faszysta”. Jednym z ukrytych kosztów który ponosimy jest niestety prawda historyczna, ale ta dla emocjonalnego podejścia niewiele się przecież liczy. Innym kosztem jest to co zacytowałem wyżej - brak zrozumienia rzeczywistości. To z kolei powoduje, że strona atakowana czuje się wykluczona i niewysłuchana, co może doprowadzić do głębokiej frustracji. Jednak ostracyzm nie działa na sfrustrowanych ludzi, prędzej daje im „paliwo” do działania. W ostatnim zdaniu eseju Orwell daje swoją radę co należałoby zrobić. Niestety pomimo upływu 80 lat wydaje mi się, że rada ta dalej jest aktualna. „Na razie jedyne co można zrobić, to używać tego słowa z pewną dozą rozwagi i nie degradować go, jak to zwykle bywa, do poziomu przekleństwa.”
Żeby jednak nie kończyć w pełni pesymistycznie, chciałbym odnieść się do jeszcze jednej postaci odgrywającej w tych wyborach dość znaczącą rolę. Krzysztof Jakub Stanowski, bo o nim mowa, też mam wrażenie jest nie do końca zrozumianych fenomenem. Po jego ataku w TVP w likwidacji spotkał się z kontratakiem strony liberalnej. Oczywiście, zarzucano mu to, że zarabiał pieniądze nie od tych od których trzeba. Bardzo ciekawe spojrzenie i dające trochę optymizmu w tej wojnie dał autor kanału „Nie wiem, ale się dowiem!” W filmie „Jak Stanowski w pojedynkę “zepsuł” Demokrację?” (3) wskazuje na depolaryzacyjną rolę nie-kandydata na prezydenta. Nie każde zachowanie Stanowskiego mi się podobało, ale trzeba przyznać, że udało mu się dotrzeć do pewnych grup odbiorców które do tej pory były szczelnie zamknięte - poprzebijał bańki. Przy okazji udało się też połączyć w akcji zbierania pieniędzy dla chłopca chorego na DMD. I chyba nie tylko ja mam wrażenie, że udało mu się realnie osiągnąć więcej w kwestii łączenia ludzi niż innym, którzy wcześniej próbowali. Podobno po debatach z jego udziałem ludzie w końcu potrafili rozmawiać o polityce. Oby tylko udało nam się wyjść z tej głębokiej polaryzacji, bo ta zdecydowanie nie służy nam wszystkim. Widać pewne trendy w przełamywaniu tzw. popisu i mam nadzieję, że uda się zrobić to tak, że nie wpadniemy w kolejny duopol. Bo demokracja działa najlepiej wtedy, kiedy różne strony mają swoich przedstawicieli i wspólnie docierają do decyzji a nie co chwila walczą i wydzierają sobie władzę z rąk do rąk.
- Cytaty pochodzą z tłumaczenia z kanału „Wojna Idei”. Niestety nie znalazłem autora tłumaczenia. Oryginalny esej po angielsku: https://www.orwell.ru/library/articles/As_I_Please/english/efasc Czytana wersja na kanale „Wojna Idei” w naszym języku: https://www.youtube.com/watch?v=O20AxymfShA
- https://klubjagiellonski.pl/2025/05/20/kim-sa-wyborcy-grzegorza-brauna-to-bardziej-skomplikowane-niz-myslisz/
- https://www.youtube.com/watch?v=I8pLPusw-1M